A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Moje prawo to jest pańskie lewo.(Agnieszka Osiecka)
Może i górnolotne motto – ale poczucia „bycia na zakręcie” doświadczamy w życiu niejeden raz. Wiąże się ono z naszym życiem duchowym, relacjami ale i z pracą. Czasem patrzymy na zakręt z radością i nadzieją na nowe – kiedy indziej z obawą – podobnie, jak bohaterka tekstu. Siłą rzeczy – spotykam się i rozmawiam częściej z tymi, dla których ta sytuacja jest trudna i zagrażająca. I im poświęcę kilka słów. Warto pamiętać, że praktycznie wszystko, co spotyka nas w życiu, a ma charakter procesualny, przebiega nie jak prosta, ale jak sinusoida.
Mówiąc prościej – raz jest lepiej, raz gorzej. Raz odnosimy sukcesy, raz ponosimy porażki. Wszystko ma swój czas. Jest więc naturalne, że po chwilach, w których czujemy, że właśnie ta praca i żadna inna, że wszyscy nas kochają i cenią – przychodzi moment zwątpienia. Może on nam dobrze posłużyć – dokonujemy bilansu, doceniamy sukcesy, wprowadzamy korekty. Jest to szczególnie istotne, kiedy zaczynamy karierę zawodową lub kiedy jesteśmy mniej więcej w jej połowie. Mamy szansę ocenić, czy droga, którą obraliśmy, jest tą najbardziej dla nas odpowiednią. Kiedy mamy dwa lata do emerytury – możemy zadecydować, że podejmiemy jakiekolwiek zajęcie, żeby tylko doczekać odpowiedniego wieku. Jednak kiedy przed nami jeszcze 40 czy 20 lat aktywności – nieszczęściem byłoby robienie czegokolwiek. Praca niezgodna z naszymi predyspozycjami i emocjonalnymi potrzebami nie daje satysfakcji na dłuższą metę i może wpłynąć negatywnie na zdrowie. Przewlekły stres wpływa na nasz organizm, z początku łagodnie, później rzeczywiście upośledzając jego działanie. Pojawiają się „znikąd” – astma, nadciśnienie, migrena, problemy gastryczne (np. wrzody), zaburzenia łaknienia i snu, ból lub swędzenie bez fizycznej przyczyny, zaburzenia w sferze psychoseksualnej – czyli to, co specjaliści nazywają zaburzeniami psychosomatycznymi. Jeśli stres trwa, to niestety na nic zda się zażywanie coraz większej ilości medykamentów. Potrzebny jest wysiłek, by zmienić swoje życie.
Kiedy rozmawiam z osobami dokonującymi pierwszych – przeważnie negatywnych – bilansów zawodowych, widzę, że dominuje w nich uczucie smutku i straty. Zapodziały się gdzieś marzenia sprzed lat, los nie podsuwa samych łakoci, mimo starań nie osiągamy tego, co zaplanowaliśmy. Czasem winą obarczamy los („ja mam zawsze pod górkę”), czasy („teraz to nie to, co przed wojną”), przełożonych („to wredna istota bez wizji”), współpracowników („on chciał mnie zniszczyć”) albo samych siebie („okazuje się, że do niczego się nie nadaję”). Wielokrotnie widzimy, że zawód, który wybraliśmy, wygląda zupełnie inaczej w praktyce, niż kiedy się go uczyliśmy. Wobec takich doświadczeń warto podjąć się zmiany i to takiej, która doprowadzi do satysfakcjonujących wyników. Przede wszystkim nie bójmy się podsumowań i bilansów – nawet, kiedy nie wszystko się udało i więcej w nich minusów niż plusów – potraktujmy je jako szansę, jako cenne źródło wiedzy. Odnajdźmy to, co warte rozwijania i kultywowania. Popatrzmy na nasz zawodowy dorobek w kategoriach zasobów, a nie braków. Sprawdziło się to w przypadku pewnego handlowca – potrafił bardzo dobrze promować własną osobę – dlatego został zatrudniony, a firma pokładała w nim ogromne nadzieje. Szybko okazało się, że za słowami nie idą czyny – nowy pracownik większość czasu spędzał na ploteczkach, a wyniki sprzedażowe miał żadne. Przy zwolnieniu menadżer miał wystawić mu referencje i bardzo się trapił, co też pozytywnego o swoim pracowniku może napisać. Na szczęście ktoś mu doradził: „Napisz samą prawdę: Świetnie nawiązuje relacje ze współpracownikami, jest komunikatywny i życzliwy. O sprzedawaniu ani słowa”. Powiedzmy sobie też – „wszystkiego chcę, ale nic nie muszę”. Jechałam kiedyś ze znajomym tramwajem i mówię: „Musimy tu wysiąść” – a on na to: „Nie, nie musimy, ale ja chcę rzeczywiście tu wysiąść, bo stąd mam najbliżej do domu”. Niby drobiazg, ale zmienia optykę. Bardzo konkretnym działaniem jest spojrzenie na swoją dotychczasową aktywność (nie tylko zawodową) w sposób wolny od uprzedzeń i stereotypów. Zastanówmy się, o co tak właściwie w naszych wyborach szło? Co nas pociąga? I może jeszcze ważniejsze – dlaczego? Może moja decyzja o pracy w księgowości nie wynika z zamiłowania do pracy z informacją i porządku, ale raczej z obaw przed kontaktami z ludźmi? A skoro tak – to może jeszcze lepiej poczuję się w innym „mało – kontaktowym” zawodzie? Jakie bogactwo wyboru! Hydraulik, żeglarz – samotnik, opiekun w ZOO, grabarz, archiwista, laborant, programista, pisarz, rękodzielnik – oni potencjalnie nie muszą rozmawiać z wieloma ludźmi… Puśćmy wodze wyobraźni – kim chcielibyśmy być, gdybyśmy mogli wybierać bez ograniczeń? Co łączy wybrane w ten sposób profesje? Paradoksalnie, powodem frustracji jest też czasem zbyt pozytywna ocena dotychczasowych osiągnięć. Lee Iacocca, Prezes Forda i Chryslera, pisze w swojej autobiografii: „Po uzyskaniu nominacji na najwyższe stanowisko w firmie odczułem coś w rodzaju rozczarowania. Przez lata próbowałem wspiąć się na szczyt. Lecz, gdy w końcu się tam znalazłem, zacząłem się zastanawiać, czy faktycznie warto było się tak spieszyć. Miałem niewiele ponad czterdziestkę, odniosłem niesamowity sukces, ale nie bardzo wiedziałem, co dalej”. Kiedy szybko osiągamy bardzo wiele – stajemy przed problemem – gdzie wyżej mogę pójść? Po co jeszcze sięgnąć? To trudne doświadczenie. Niejednokrotnie wcale nie prowadzi do odpoczynku, ale wręcz przeciwnie – do szaleńczej pracy – no bo trzeba zapełniać życiorys jeszcze długie, długie lata. Nadto – nie wypada, aby kolejne jego punkty wyglądały mniej ambitnie niż te, co już poza nami. Może wtedy warto nieco zwolnić, zając się rozwijaniem swoich pasji, osobowości, relacji? Zapewniam – tego nigdy dosyć! Życiowe bilanse napawają nas niepokojem również dlatego, że – przynajmniej potencjalnie – ich efektem jest przekonanie o konieczności zmiany. Wbrew temu, do czego przekonują nas dzisiaj media, dla niewielu osób zmiany – zwłaszcza częste i zasadnicze – są tylko i wyłącznie czymś pożądanym i radosnym. Nawet jeśli są zmianami na lepsze, burzą stabilizację, często również jasność oceny samego siebie, relacje i odniesienia, pociągają za sobą znaczne wydatki energii – niekiedy fizycznej a zawsze psychicznej. Oczywiście – musimy doświadczać zmian, żeby się rozwijać i nadążać za światem. Ale potrzebujemy również czasu odpoczynku, gromadzenia sił a nawet – dolce far niente. Kiedy więc życie zaprowadzi nas na kolejny zakręt – z pewną ostrożnością, ale i z nadzieją, zajrzyjmy, co czeka nas za nim. Nasza roztropność i odwaga w tym zaglądaniu mogą spowodować, że pójdziemy dalej silniejsi, bardziej świadomi siebie i lepiej przygotowani na nowe wyzwania – aż do kolejnego zakrętu.
Autor: Katarzyna Krawczyk – Szczepanek, Specjalista ds. personalnych
Niejeden z Was został oszukany przez pracodawcę. Jak sobie radzić z niewypłaconą pensją, zaległymi świadczeniami i godzinami nadliczbowymi?
Jak asertywnie powiedzieć “nie” swojemu pracodawcy, a jednocześnie nie doprowadzić do konfliktu?