Na realizację swoich marzeń wybrali różne branże.
Są w różnym wieku, skończyli (lub nadal studiują) odmienne kierunki. Każde z nich ma też inne podejście do prowadzenia biznesu. Łączą ich jednak odwaga potrzebna do tego, żeby zrealizować swój pomysł, i determinacja, aby go wdrożyć mimo początkowych przeciwności. Ich biznesy są w różnym momencie rozwoju — jedni już utrzymują się ze swojej pasji, drudzy jeszcze nie mają takich perspektyw, ale nie zamierzają zrezygnować. Ani z wolności, ani z satysfakcji, jakie daje praca na własny rachunek. Ola otworzyła własną burgerownię, Sebastian, Justyna i Sylwia produkują ekskluzywne fartuchy, a Piotr, Filip, Rafał i Norbert mają misję stworzenia społeczności wokół lokalnych biznesów. Są w różnym wieku, skończyli (lub nadal studiują) odmienne kierunki. Każde z nich ma też inne podejście do prowadzenia biznesu. Pomysły przyszły nagle, choć moment iluminacji poprzedziły miesiące obserwacji rynku i szukanie swojej niszy. Żadne z nich nie odkryło Ameryki. Ich innowacja polega na świeżym zastosowaniu tego, co powstało wcześniej. Narodziny pomysłu – Nie warto się długo zastanawiać. To jak instynkt macierzyński, przychodzi w odpowiednim momencie – mówi Ola. – Wszystko zaczęło się od Irlandii. Znalazłam pracę w banku, skąd na lunch chodziłam najczęściej do dwóch uroczych burgerowni. Wróciłam do Polski, gdy nadszedł kryzys. Otrzymałam propozycję pracy w banku w Krakowie, ale uznałam, że to jednak nie dla mnie. Nigdy nie myślałam o barze czy restauracji, raczej o kawiarni z zapachem kawy i ciastami. Łatwo jednak dostrzec, że w Krakowie takich miejsc jest mnóstwo. Wtedy przypomniały mi się irlandzkie burgery. Choć sama koncepcja nie jest nowa, wymyślone przeze mnie połączenia smakowe już tak. Ola podkreśla, jak wiele pomogli jej chłopak i przyjaciele, oraz... nieznajomość krakowskiego rynku gastronomii. W odróżnieniu od Piotra i jego wspólników, nie napisała biznesplanu, postawiła na spontaniczność. – Gdybym znała wcześniej innych restauratorów i słuchała ich narzekań, pewnie bym się nie odważyła – dodaje. Podpatrywanie trendów – Z Justyną znamy się od 13 lat z rejsów po Bałtyku – opowiada Sebastian. – A dziewczyny są przyjaciółkami od czasu studiów. Pomysł na biznes powstał na bazie ogólnej mody na gotowanie i zapraszanie znajomych na własnoręcznie przygotowane kolacje. W takich przypadkach kobiety mają wybór jedynie pomiędzy fartuszkiem „dzidzi piernik” (określenie Justyny i Sylwii) a niepraktyczną elegancką sukienką, którą łatwo bezpowrotnie zniszczyć. Dziewczyny przedstawiły mi pomysł i poprosiły o radę dotyczącą formalnej i wirtualnej strony biznesu. Rozmawialiśmy długie godziny i ustaliśmy, że najrozsądniej będzie połączyć siły. Każdy wygrywa Dla Piotra wszystko zaczęło się jeszcze na I roku studiów. – Pierwszą iskrą był USOS - internetowy system zapisów na zajęcia i egzaminy. Wszyscy wciąż o tym zapominali. Stworzyliśmy więc program „Urwij USOS-a”, który przypominał studentom o kolejnych terminach zapisów. Potem mieliśmy wizję zbudowania wirtualnego dziennika wspierającego instytucje publiczne, szkoły i gminy, aby rozwinąć komunikację pomiędzy urzędami i społeczeństwem. Instytucje publiczne nie są jednak na to gotowe. Natomiast nasz ostatni projekt to DailySMS – spersonalizowane, masowe wysyłanie wiadomości tekstowej informującej np. o tym, że knajpa na ul. Zawiłej 5, od godz. 10 do 16 w poniedziałki daje do każdej kawy ciastko gratis. Jeżeli znam to miejsce i je lubię, mogę podać swój numer telefonu, aby otrzymywać SMS-y promocyjne od tej kawiarni. To samo dotyczy pobliskiej piekarni czy pizzerii. To nie spam, wszyscy na tym zyskują. My zarabiamy, konsument oszczędza, a przedsiębiorca zdobywa klientów. Biznes lokalny jest niedoceniany w Polsce. Taki system, owszem, już istnieje, ale wykorzystywany jest tylko przez korporacje, które wysyłają SMS-y do setek tysięcy osób. A my chcemy pomagać w marketingu małym firmom. O tym, jak zakładali swoje firmy i o ich pierwszych najbardziej stresujących sytuacjach przeczytasz tutaj.
Autor: Redakcja MK
Pierwsze stresujące sytuacje, wpadki i chwile chwały Oli, Sebastiana i Piotra.
Piotr Rogucki opowiada nam o tym, skąd zdobył kasę na pierwszą płytę i jak udało mu się osiągnąć sukces.
Pomimo dynamicznego rozwoju branży UX młodzi ludzie nie wiedzą o jej istnieniu.
Jeden z najmłodszych zawodów na rynku pracy pojawił się wraz z koniecznością zaistnienia w Internecie firmowych stron www.
Rozmowa z asystentką laboratorium badawczego w jednym z instytutów naukowych w Holandii*.