Pierwsze stresujące sytuacje, wpadki i chwile chwały Oli, Sebastiana i Piotra.
Pierwszy stres Początki pamiętają jak przez mgłę. Euforia i adrenalina pierwszych miesięcy wymazały wszystkie ciężkie przeżycia. Pomyłki traktują zupełnie inaczej niż zwykło się potocznie rozumieć to słowo. „Błąd” to według nich część procesu, coś naturalnego, a tym samym bardzo wartościowego. Jedynie z trudnością udaje się im przypomnieć sobie liczne przecież potknięcia. – W pierwszych miesiącach były draki. Nie znałam się na gastronomii i nie potrafiłam przewidzieć zapotrzebowania. Czasem musieliśmy zamknąć parę godzin wcześniej, bo skończyły się produkty. Wyzwaniem było też zarządzanie ludźmi. Jestem zbyt ufna – opowiada Ola. Sebastian pierwsze nerwy przeżył również z powodu błędów popełnionych w obszarze zaopatrzenia. - Mimo że to niewielki biznes, musimy mieć zapasy, plan produkcji, opracowaną logistykę pakowania i dystrybucji. Uczyliśmy się w biegu. Przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia zaskoczyła nas liczba zamówień. Innym razem fabryka poinformowała nas na dwa tygodnie przed planowanym wysłaniem partii fartuchów, że nie wyprodukuje na czas materiału. To był ogromny stres. Piotr wspomina, jak ciężko było podejmować szybko decyzje. W końcu jest czterech właścicieli i mimo że się przyjaźnią, mają różne poglądy i gusta. – Mieliśmy problem z decyzyjnością. Liberum veto zastąpiliśmy głosowaniem, dzięki temu szybciej dochodzimy do konsensusu. Założenie firmy Czy założenie firmy jest naprawdę tak trudne, jak się wydaje? – Biurokracja to demon, którym się straszy. Może kiedyś formalności były zawiłe, ale teraz urzędnicy są bardzo mili i pomocni, a wszystko można załatwić w jednym miejscu w jeden dzień – wspomina Sebastian. Potwierdza to Ola. W jej przypadku rozpoczęcie działalności trwało jedynie parę godzin. Piotrowi, który korzystał z usług Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, wszystko zajęło zaledwie 10 minut. – Inkubator bardzo nam pomógł – opowiada Piotr. – Płacimy niecałe 500 zł miesięcznie, a otrzymujemy również usługę księgowej i prawnika. Sam ZUS pochłonąłby parę tysięcy złotych. Dzięki AIP możemy te pieniądze inwestować. Korzystamy też ze wsparcia ze strony dyrektorów, którzy mają ogromne doświadczenie i służą radą. Na konferencjach Inkubatorów poznajemy ludzi w naszym wieku, uczestniczymy w konkursach, dzięki którym zgłosili się do nas potencjalni inwestorzy – dodaje. Jednak ani Piotr, ani jego przyjaciele nie chcą jeszcze sprzedawać udziałów. Start Przygotowanie do otwarcia biznesu zajęło Oli trzy miesiące. Musiała pozyskać fundusze, czyli sprzedać mieszkanie, znaleźć odpowiednie lokum na burgerownię i zrobić w nim remont. Pół roku zajęło Sebastianowi, Sylwii i Justynie wyszukanie odpowiedniego materiału, fabryki, hurtowni, krawcowej, wymyślenie i uszycie projektów oraz stworzenie strony razem z całym sklepem internetowym COOKie. Przygotowanie DailySMS Piotra i jego wspólników to rok pracy informatyków. Kasa Własny biznes nie przyniósł im na razie mnóstwa pieniędzy. Choć zgodnie twierdzą, że stan konta nie jest najważniejszy, prowadzą swoje przedsiębiorstwa z nadzieją na zyski w niedalekiej przyszłości, a w dalszej perspektywie na życie na wysokim poziomie. Na razie wystarcza im satysfakcja z tworzenia czegoś własnego. Jak zainteresować klientów? Ich siłą jest świeżość pomysłu, który sam w sobie jest wdzięcznym materiałem prasowym, podchwytywanym przez liczne media. Nie zabiegali specjalnie o uwagę ani o reklamę. Piotr ze wspólnikami byli finalistami trzech konkursów: na najlepszy biznesplan 2009 r., Warszawa Potencjałem Innowacji i Kreator Innowacji. Dzięki temu posypały się oferty inwestorów oraz zaproszenia do telewizji i prasy. – To bardzo pomaga w rozmowach z klientami i otwiera wiele drzwi – przyznaje Piotr. Jednak to przede wszystkim dzięki wsparciu i pomocy innych udało im się zajść tak wysoko. To dyrektor AIP był pierwszym chętnym inwestorem, który zachęcał ich do startowania w kolejnych konkursach. Dzięki znajomej Sylwii, która zajmuje się PR-em COOKie, fartuchy pojawiły się w „Pytaniu na śniadanie”. – Byłem zaskoczony magią telewizji. W równie zaskakujący sposób zainteresowały się nami klientki ze Stanów Zjednoczonych. Okazuje się, że w tym samym czasie na wywiad w „Pytaniu...” była zaproszona Iza Miko, której fartuchy tak się spodobały, że wzięła kilka do USA. Opowiedziała o nich znajomej redaktorce nowojorskiego „Elle” i w ten sposób fartuchy zaistniały w świadomości Amerykanek – opowiada Sebastian. Ola również wystąpiła w telewizji, w porannym paśmie TVN. - Moja koleżanka ma znajomą, która pracuje w TVN, gdzie akurat robiono cykl o młodych przedsiębiorcach. Wystarczyło o mnie wspomnieć. Gdy robisz coś oryginalnego, jest to podchwytywane jako ciekawostka. Dziennikarze mają interesujący materiał, a my darmową reklamę. Teraz jej biznes rozkręca się dzięki poczcie pantoflowej, facebookowi i stronom internetowym. Plany na przyszłość COOKie chce w przyszłym roku zatrudnić pracownika i znaleźć nową formę dystrybucji, a za parę lat zobaczyć swoje fartuchy na okładce „Forbes`a”. Love Krove szuka inwestora na otworzenie nowych burgerowni, a DailySMS ma zamiar stworzyć sieć obejmującą całą Polskę, a nawet zagranicę, wielkością podobną do aktualnych portali społecznościowych. Ola, właścicielka Love Krove, burgerowni przy ul. Józefa 8 w Krakowie, www: Facebook.com/lovekrove. Plus: Wolność. Możliwość ucięcia sobie drzemki o godz. 15 oraz ogromna satysfakcja, że burgery smakują. Minus: Obciążenie psychiczne, wysokie podatki. Biznesplan: Brak, ale jest w planach, aby pozyskać inwestora na rozwój. Źródło kapitału: ze sprzedaży mieszkania. Największa wpadka: kucharz, który przez tydzień nie przyszedł do pracy; zamknięcie lokalu o godz. 15 z powodu braku zapasów. Chwila chwały: dziki atak ludzi w pierwszym miesiącu działalności po pozytywnej recenzji w "Gazecie Wyborczej". Rada: Nie wahaj się i nie analizuj za dużo. Nie bój się zrobić pierwszego kroku. Bądź konsekwentny, nawet gdy na początku nie wychodzi. Strategia na biznes jest pomocna, ale nie przewidzisz w niej wszystkiego. Mimo obliczeń własna działalność może się okazać megasukcesem lub megaplajtą. Piotr, Filip, Robert i Norbert, współwłaściciele MT Group, www.dailysms.pl. Plus: poznawanie nowych, ciekawych ludzi, radość tworzenia. Minus: nieprzewidziane, niemiłe niespodzianki. Największa wpadka: szkoła, która w ostatnim momencie zrezygnowała z kontraktu. Biznesplan: zdecydowanie tak, plus dokładny plan strategii rozwoju na kolejne trzy lata. Źródło kapitału: własne środki, ciężko zapracowane podczas m.in. 40-godzinnego kelnerowania w weekendy. Chwila chwały: wygranie trzech konkursów na najlepszy biznesplan. Rada: zdobytego doświadczenia nie da się przecenić. Jeśli nie uda się za pierwszym razem, zacznij od nowa. Bądź cierpliwy. Sebastian, Justyna i Sylwia, współwłaściciele COOKie, internetowego sklepu z ciuchami. www.looklikecookie.com Plus: przyczynianie się do nowej jakości domowego gotowania. Minus: więcej pomysłów niż czasu na ich realizację. Biznesplan: brak, ale analiza dostawców. Źródło kapitału: oszczędności. Największa wpadka: na dwa tygodnie przed planowanych przesłaniem partii fartuchów fabryka poinformowała, że nie wyprodukuje materiału na czas. Chwila chwały: zaproszenie do programu "Pytanie na śniadanie" i artykuł w amerykańskim "Elle". Rada: zaplanuj wszystko najdokładniej, a potem dodaj 30% czasu. Część pierwsza artykułu tutaj.
Autor: Redakcja MK
Na realizację swoich marzeń wybrali różne branże.
Piotr Rogucki opowiada nam o tym, skąd zdobył kasę na pierwszą płytę i jak udało mu się osiągnąć sukces.
Pomimo dynamicznego rozwoju branży UX młodzi ludzie nie wiedzą o jej istnieniu.
Jeden z najmłodszych zawodów na rynku pracy pojawił się wraz z koniecznością zaistnienia w Internecie firmowych stron www.
Rozmowa z asystentką laboratorium badawczego w jednym z instytutów naukowych w Holandii*.