Praca dla studenta, absolwenta, jak napisać CV, listy motywacyjny

  • Twoja Kariera
  • Pracodawcy
  • Praca i praktyki
  • Publikacje
  • Springboardr
  • Rozwiń się
  • Wiadomości
  • Zainspiruj się
  • Jak aplikować
  • Już w pracy
  • Kalendarium
  • Konkurs
  • CV i list motywacyjny
Jak się na coś uprę... 23.12.2011 Wybierz swoją karierę

Jak się na coś uprę...

Marcin Gortat opowiada nam, dzięki czemu dostał się do NBA i dlaczego pomaga innym.


Mama – siatkarka, tata i starszy brat – bokserzy. Zawsze wiedziałeś, że Twoje zawodowe życie będzie związane ze sportem?

Tak, rodzinna tradycja zobowiązuje. Oczywiście nie wiedziałem, że będę koszykarzem. Moim największym marzeniem była piłka nożna. Grałem na hali Łódzkiego Klubu Sportowego, która była przedzielona wielką kotarą. Po jednej stronie były bramki, po drugiej – kosze. Pewnego dnia – pamiętam to jak dziś – przychodzę na halę, ale nie przebieram się w sportowy strój. Podchodzę do trenera i mówię: „Panie trenerze, chciałbym spróbować czegoś innego”. Trener zasmucony, bo byłem obiecującym bramkarzem: „Pewnie chcesz zostać napastnikiem?”. A ja: „Nie, będę grał w koszykówkę”. Trener powiedział, że na kosza jest już dla mnie za późno, że nigdy nic nie osiągnę. Miałem 18 lat.

Nie zraziły Cię słowa trenera? Pewnie był guru dla młodego chłopaka.
Nie tylko były trener we mnie nie wierzył. Kiedy znajomi słyszeli, że chcę grać w NBA, pukali się w głowę. Nie sądzili, że zostanę profesjonalnym koszykarzem. Ale mnie takie reakcje jeszcze bardziej nakręcają. Chciałem pokazać, że jak się na coś uprę, osiągnę to. Już sobie siebie wyobrażałem jako zawodnika NBA, który będzie miał wszystko: piękną karierę, sportowe superauto i co tylko dusza zapragnie.

Zakochałeś się w koszykówce?
Od pierwszego treningu. Poczułem, że to jest sport, który uwielbiam. Miałem pasję. Na początku nawet nie wiedziałem, ilu zawodników biega po parkiecie. Nie potrafiłem kozłować ani rzucać, tylko zbierałem piłki i blokowałem. Nie miałem umiejętności, dominowałem fizycznie.

Już wtedy byłeś taki wysoki?
Jako 18-latek byłem nie tylko wysoki, ale też bardzo fizyczny. Miałem manię typowego bałuciarza, czyli siłownia, pakernia, a później jeszcze pompki w domu. To później pomogło mi w graniu lepiej w koszykówke. Technikę podpatrywałem, oglądając mecze NBA o trzeciej, czwartej nad ranem. Trener śmiał się ze mnie, że zachowuję się jak dziesięciolatek, ale mnie to naprawdę kręciło.

Jak udało Ci się wejść do światowej ligi?
Było ciężko. Na pewno pomógł mi dobry agent, odpowiedni nabór z rocznika, kiedy szedłem do NBA, trochę szczęścia. Niedawno wspólnie z moim mentorem, Sashą Obradoviciem – serbskim zawodnikiem i moim byłym trenerem w drużynie niemieckiej – wspominałem zawodników, którzy zapowiadali się na o wiele lepszych koszykarzy ode mnie. Jednak w pewnym momencie nie potrafili zapukać do odpowiednich drzwi i zrobić kolejnego kroku w swojej karierze. Ja postanowiłem spróbować szczęścia w USA podczas ligi letniej (rozgrywki młodych zawodników, którzy jeszcze nie grają w NBA. Trwają od 7 do 10 dni, a kilku najlepszych graczy dostaje angaż w NBA), ale byłem świadomy, że wrócę do Europy, do Kolonii. Rok później pojechałem już bardziej pewny siebie. Byłem najlepszym centrem ligi letniej, miałem świetne statystyki, najlepiej blokowałem i byłem jednym z mocniejszych w zbiórkach. Niestety, nie dostałem się i poczułem się oszukany.

Ale znów chciałeś pokazać, że jak się na coś uprzesz...
Początkowo zarzekałem się, że już w życiu tam nie wrócę. Ale trener namówił mnie, żebym spróbował jeszcze raz. Pomyślałem: „Dobra, skopię im tyłki”. W końcu im bardziej coś mi nie wychodzi, tym bardziej zależy mi, żeby to osiągnąć. Im bardziej nie mogę, tym bardziej chcę. Im częściej ktoś mówi mi, że czegoś nie zrobię, tym bardziej upieram się, że jednak zrobię. I kiedy po raz trzeci pojechałem na ligę letnią, okazało się, że zmienił się trener i zaproponowano mi grę w Orlando Magic.

Ciężko trenowałeś?
Bardzo ciężko! Czasem spałem na sali. Podchodziłem do treningów bardzo poważnie. Przed każdym meczem starałem się odizolować od drużyny, żeby się skoncentrować. Nie trenowałem moich mocnych stron, a słabości. W trakcie gry stawiałem wszystko na jedną kartę, oddawałem rzuty, na które nie miałem zielonego światła od trenera. Jakbym spudłował, dostałbym po głowie, ale rzuty wpadały. Wieczorem koledzy szykowali się na dyskotekę, a Marcin Gortat oglądał dziesiąty raz ten sam mecz NBA albo swój mecz z ligi niemieckiej, podpatrywał technikę zawodników i uczył się na swoich błędach. Potem robił pompki, żeby być jeszcze mocniejszym.

Oglądając NBA w telewizji, widziałeś tam miejsce dla siebie?
Zdarzało się, że łapałem doła. Myślałem, że nigdy nie dorównam tym niesamowitym zawodnikom. Ale innym razem mówiłem sobie: „Jak tamten chłopak gra w NBA, to ja też dam radę”. Ważne jest psychiczne   nastawienie. Mój mentor, Sasha Obradovic, pokazał mi odpowiedni sposób myślenia. Dzięki niemu wiem, że każdy cel można osiągnąć, oczywiście realny cel. Nie mam recepty na to, jak zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych lub miliarderem.

Granie w NBA to też dosyć ambitny cel!
Ale, jak widać, możliwy do zrealizowania. Trzeba po prostu włożyć w karierę trochę wysiłku. Wiele osób myśli, że dążenie do celu ogranicza się do czasu, który spędzają w pracy czy na wykładach i po godzinach nie robią już nic, żeby się dalej rozwijać. Ja pracowałem nad sobą pod każdym względem. Uczyłem się niemieckiego i angielskiego, żeby lepiej komunikować się z zawodnikami na parkiecie.

Podobno znasz też serbski?
Tak, nauczyłem się go od zawodników, z którymi grałem w drużynie. Codziennie słyszałem serbski w szatni, a to banalny język. Jego znajomość przydała mi się także w NBA. Mówię po serbsku do kolegi Serba: „Zetnij tu, ustaw zasłonę tak”, a Amerykanie stanęli jak wryci i pytają: „Jak wy się rozumiecie? Przecież jesteście z innych krajów!”. Teraz mam zamiar uczyć się hiszpańskiego. Właśnie kupiłem płytę z kursem językowym.

Przeczytaj drugą część wywiadu, w której Marcin Gortat opowiada, ile stresu kosztuje go gra w NBA i jak się relaksuje. 
 

Fot. Wojciech Figurski

Podziel się



Autor: Rozmawiała Anna Tomczyk

 
 
Podoba mi się (0 osób lubi ten artykuł)
Jak się na coś uprę... - cz. 2 Wybierz swoją karierę

Jak się na coś uprę... - cz. 2

Katuję się, żeby być lepszym. Nie mam zamiaru na starość bić się w pierś, że czegoś nie zrobiłem - mówi nam Marcin Gortat.



Jak się na coś uprę... Wybierz swoją karierę

Jak się na coś uprę...

Marcin Gortat opowiada nam, dzięki czemu dostał się do NBA i dlaczego pomaga innym.



Kreatywni Samozatrudnieni Wybierz swoją karierę

Kreatywni Samozatrudnieni

Jak robić to, co się kocha i jeszcze na tym zarobić?




KARIERA.COM.PL na Facebooku

Najpopularniejsze artykuły:

Kreatywni Samozatrudnieni

Jak robić to, co się kocha i jeszcze na tym zarobić?

Jak się na coś uprę...

Marcin Gortat opowiada nam, dzięki czemu dostał się do NBA i dlaczego pomaga innym.

Jak się na coś uprę... - cz. 2

Katuję się, żeby być lepszym. Nie mam zamiaru na starość bić się w pierś, że czegoś nie zrobiłem - mówi nam Marcin Gortat.

Szukaj



Zamów Newsletter

Sonda

Jak myślisz, jak długo będziesz szukać pracy po skończeniu studiów? Jak myślisz, jak długo będziesz szukać pracy po skończeniu studiów?

Universum Top 100


O nas | Kontakt | Polityka prywatności
USA: Wetfeet, Internship Programs
Szwecja: Campus, Shortcut
Niemcy: Careerstep
Szwajcaria: Careerstep, Diplom
Dania: Jungle Career
Finlandia: Jungle career
Norwegia: Jungle Career
International: Master Guide

© 2010 Universum Group Sweden AB, www.universumglobal.com.