Druga część rozmowy z Marcinem, właścicielem firmy Touching IT.
Jaka jest największa różnica między pracą w korporacji a pracą na własny rachunek? Pracuję zazwyczaj z domu. To dla mnie duży plus, ponieważ mogę sam planować swój czas, pójść do urzędu lub banku i nikomu nie muszę się z tego tłumaczyć. Jestem sam sobie szefem i aktualnie zarabiam dość dobre pieniądze. Są takie miesiące, w których zarabiam nawet lepiej niż w Anglii czy w Holandii. Czasem jest gorzej, czasem lepiej. Ale przeważnie jest lepiej. Jak wspominasz biurokrację związaną z założeniem firmy? Założenie firmy w Polsce, wbrew pozorom, nie jest takie trudne, a dziś jeszcze łatwiejsze niż dwa lata temu, gdy rejestrowałem swoją działalność. Wypełniłem formularz w urzędzie miasta, potem poszedłem do urzędu skarbowego i ZUSu. Teraz można to zrobić przez internet. Z ZUSem akurat mam najmniej przyjemne wspomnienia, ale to dlatego, że tam jest zawsze mnóstwo ludzi. Nie powiem, że w Polsce można założyć firmę tak prosto jak w Holandii czy Anglii. Trzeba wyjść z domu i pójść do urzędów, które znajdują się w różnych budynkach, ale też nie jest to takie straszne. Ile musiałeś zainwestować w firmę? Nie muszę wynajmować lokalu, komputer i iPhone’a miałem, a całe środowisko do programowania tych aplikacji Apple udostępnia za darmo. Nie potrzebowałem wykorzystywać żadnych oszczędności. Jak zdobyłeś pierwszego zleceniodawcę? Zanim założyłem własny biznes, szukałem pracy jako programista, ale moje oczekiwania finansowe były dla tego pracodawcy zbyt wygórowane. Potem umówiłem się z firmą, która poszukiwała zewnętrznego iPhone Developera. Wymyśliłem sobie, że założę działalność jednoosobową, aby móc ich fakturować. Teoretycznie mógłbym pracować na umowę o dzieło, ale wtedy nie są odprowadzane żadne składki na ZUS ani na emeryturę. Szukałem kolejnego projektu, przeglądałem oferty publikowane w portalach z ogłoszeniami, ale przez następne dwa miesiące nie udało mi się nic znaleźć, nie zarabiałem. W końcu zaczęły się do mnie zgłaszać agencje, które potrzebują pracowników zdalnych dla firm. Niektóre zlecenia wpadły dzięki starym znajomościom lub dzięki temu, że mnie ktoś gdzieś polecił. W końcu udało mi się rozpocząć stałą współpracę z firmą z Warszawy. A inni zleceniodawcy? Teraz mam tyle pracy, że nie jestem w stanie podjąć się niczego nowego. Zatrudniasz pracowników? Tak, są moimi podwykonawcami – wystawiamy sobie faktury lub podpisujemy umowy zlecenia. Ja nadal programuję, choć głównie zajmuję się organizacją, zarządzaniem i koordynowaniem. Z którego zlecenia jesteś najbardziej zadowolony? Z typowo marketingowej aplikacji dla Reserved z okazji kampanii z Sashą Pivovarovą. Pokazuje ich kolekcję jesień - zima. Co teraz? Jakie masz plany? Spora część drukowanych publikacji pojawia się w sieci jako zwykłe pdf’y do pobrania. Moim planem jest to, aby przenieść je w świat iPad’owy. To spore przedsięwzięcie, a istnieją już przecież aplikacje, które to umożliwiają. Faktycznie, ale dużo kosztują i nie wszystkich na to stać. Tu widzę szansę dla siebie – mogę z powodzeniem konkurować z kolosami. Projekt nie przyniósł mi na razie żadnych zysków, ale zgłosił się już pewien klient. Jak tylko ukończymy jeden element, będziemy mogli atakować na większą skalę. Kiedy możemy liczyć na gotowy produkt? W tym roku. Dziękuję za rozmowę. Pierwsza część rozmowy.
Autor: Redakcja MK
Studenci poświęcają coraz więcej uwagi trosce o środowisko naturalne na różnych poziomach – od naukowego do wprowadzenia „ekozasad” w prywatnym życiu.
Za dodatkowymi źródłami finansowania warto się rozejrzeć w najbliższym otoczeniu.