Kim są ludzie, którzy decydują się zainwestować swój czas i energię w działalność dla dobra innych?
Według raportu CBOS „Działalność społeczna Polaków” w wolontariat angażuje się jedynie 20% uczniów i studentów, choć aż 57% z nich deklarowało, że zdarzyło się im dobrowolnie i nieodpłatnie pracować na rzecz swojego środowiska, kościoła, osiedla, wsi lub miasta. Czy ci, którzy angażują się w wolontariat mają z tego coś wymiernego, poza spokojem sumienia? Kto zostaje wolontariuszem? – Myśl o wyjeździe na misje humanitarne pojawiła się w ogólniaku. Była jednym z powodów, dla których wybrałem medycynę, nie miałem świadomości, że można brać udział w misjach, nie będąc lekarzem – mówi Staszek, absolwent Akademii Medycznej w Białymstoku. Na pytanie, dlaczego postanowił wyjechać na dziewięć miesięcy do Sudanu w ramach organizacji Lekarze bez Granic, odpowiada: – Trudno to wytłumaczyć, ale byłem głęboko przekonany, że to słuszna decyzja. Kasia, absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, do Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” zgłosiła się spontanicznie i współpracuje z nią już trzy lata. – Miałam dużo wolnego czasu i czułam, że powinnam coś z nim zrobić. W „Mimo Wszystko” spotkałam fascynujących ludzi i nie mogłam tak po prostu ich zostawić. Obserwowanie, jak mój autystyczny podopieczny odkrywa rzeczy, w których się spełnia, jak staje się bardziej pewny siebie, sprawia mi ogromną radość. Oczywiście na początku strasznie się bałam, że sobie nie poradzę i że nie będę wiedziała, jak się zachować, ale pomogli mi bardziej doświadczeni wolontariusze. Poradziłam sobie i to zwiększyło moje poczucie własnej wartości, zmieniło też spojrzenie na świat. Takich emocji nie można przeżyć, chodząc na imprezy – mówi stanowczo Kasia. Natomiast Ewa, absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, jeszcze podczas studiów zajmowała się redagowaniem tekstów do jednego z popularnych portali internetowych, a po godzinach działała w Amnesty International jako koordynatorka zespołu trenerów praw człowieka. Jej współpraca z tą organizacją zaczęła się na drugim roku studiów od szkolenia w Warszawie. – Wtedy pierwszy raz zetknęłam się z rzetelną wiedzą o prawach człowieka, a później przekazywałam ją dalej. Miałam realny wkład w to, że świadomość ludzi na ten temat rosła – mówi. Ewa chciała także bardziej bezpośrednio pomóc prześladowanym, dlatego włączyła się w organizację Maratonu Pisania Listów. Wolontariat a praca Po powrocie z Sudanu Staszek szukał pracy w Krakowie. Jego wyjazd na misję humanitarną najczęściej był postrzegany jako ekstrawagancja, a pracodawcy z reguły okazywali pełne sympatii niezrozumienie. – Wiedza zdobyta podczas misji ma się nijak do pracy tutaj. Co z tego, że prawdopodobnie najlepiej w kraju znam się na leiszmaniozie trzewnej (śmiertelna choroba przenoszona przez muchówki, która występuje głównie w południowym Sudanie i w Indiach – przyp. red.), skoro w Polsce występują pojedyncze, przywleczone z zagranicy przypadki – mówi. Jednak i ta wiedza nie poszła na marne, podczas wolontariatu Staszek zebrał materiały do pracy doktorskiej i dziś może postawić nobilitujące dr n.med. przed nazwiskiem. Wolontariat specjalnie nie pomógł mu w znalezieniu pracy, ale też nie stanął na przeszkodzie jego karierze zawodowej. Zgodnie ze swoim życzeniem pracuje w Klinice Kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego. Ewa jest dziś specjalistą ds. marketingu i PR w Stowarzyszeniu Wiosna i zajmuje się projektem Szlachetna Paczka. Przypuszcza, że doświadczenie zdobyte przy promocji Maratonu Pisania Listów okazało się znaczące dla przyszłego pracodawcy. – Podczas rozmowy kwalifikacyjnej mogłam podeprzeć opis swoich umiejętności konkretnymi przykładami z działalności w Amnesty International. Udzielałam wywiadów, pojawiałam się w audycjach i zabiegałam o rozgłos. Nie bez znaczenia było także to, że miałam już do czynienia z wolontariuszami. Uważam, że doświadczeniem zdobytym podczas wolontariatu można się chwalić równie dobrze jak regularną pracą – twierdzi. Wolontariat a rozwój Ewa, Kasia i Staszek zgodnie twierdzą, że dzięki wolontariatowi poznali takie strony swojej osobowości, o których wcześniej nie mieli pojęcia. – Hardkorowe doświadczenie z misji humanitarnej nie do końca można przełożyć na codzienną pracę. Nie jest tak, że jeśli ktoś poradził sobie daleko za granicą, odnajdzie się także w szpitalu w Polsce. Jednak sama umiejętność podejmowania decyzji czy rozwiązywania problemów dużo daje. Na własną prośbę zostałem wrzucony na głęboką wodę, bez stopni pośrednich – mówi Staszek. Młody lekarz z Białegostoku mógł sprawdzić się w międzynarodowym środowisku i to od razu w roli szefa. – Tylko pięć na pięćdziesiąt osób miało wykształcenie medyczne, więc musiałem szkolić personel i organizować pracę. Na początku było to dla mnie trudne, ale z biegiem czasu coraz bardziej doceniam doświadczenie w zarządzaniu zespołem – dodaje. – Za pracę w Amnesty International nie otrzymywałam wynagrodzenia. Zapłatą była dla mnie satysfakcja i to, czego się nauczyłam. Ważne było to, że organizacja we mnie inwestowała, brałam udział w szkoleniach i tworzeniu nowych projektów. Pomimo że był to wolontariat, oczekiwania wobec mnie były duże, a zadania – poważne: koordynowałam pracę kilkunastu trenerów, rozmawiałam z dyrektorami o organizacji warsztatów na temat praw człowieka w szkołach, którymi kierują. Obyłam się z ludźmi i miałam okazję poćwiczyć zdolność perswazji – cieszy się Ewa. Teraz sama przygląda się rekrutacji wolontariuszy do Szlachetnej Paczki i jest przekonana, że takie doświadczenie przyda się kandydatom podczas rozmowy kwalifikacyjnej. – Już sama rozmowa i przebieg rekrutacji pomagają uświadomić sobie własne umiejętności, cele i motywacje, a realizacja projektu potwierdza, że ktoś jest w stanie wcielać je w życie – mówi. Kasia przyznaje, że zmieniła się dzięki wolontariatowi. – Po pierwsze, nauczyłam się systematyczności, wcześniej było z tym różnie. Po drugie – odpowiedzialności za drugiego człowieka, a po trzecie – sumienności i cierpliwości. Czasem mój podopieczny robił szybkie postępy, innym razem następowała stagnacja, nie chciało mu się ćwiczyć, był zrezygnowany. Wobec takiej jego postawy najpierw musiałam sama siebie przekonać, że to ma sens, a później przekazać to chłopcu. Pamiętam, jak kiedyś po skończonych zajęciach wziął mnie za rękę i chciał, żebym dalej z nim pracowała. Jestem po to, żeby mu pomóc – uśmiecha się Kasia. Krakowianka nie tylko spędza czas z sześciolatkiem, włącza się także w organizację wydarzeń specjalnych i koncertów. – To bywa stresujące, ale nasz zgrany zespół „Mimo Wszystko” ze wszystkim daje sobie w końcu radę. Im trudniejszy projekt nam się uda, tym większa radość – mówi Kasia. Wolontariat i Polacy Choć Wiosna ma dużo do zaoferowania, nie jest tak, że wolontariusze sami się zgłaszają. Ewa musi się bardzo natrudzić, żeby trafić z komunikatem na podatny grunt. Dlaczego tak trudno przekonać nas do wolontariatu? Staszek znajduje przynajmniej kilka powodów: – Nie mamy tradycji takiej działalności. Dwudziestolatki ze Szwecji czy z Australii wyruszają na wyprawy dookoła świata, a u nas wyjazd turystyczny do Maroka staje się wielkim wyzwaniem. Nie można bagatelizować też tego, że rynek pracy to walka o przetrwanie, „wyskoczenie” z życia zawodowego na rok to ryzyko – twierdzi Staszek. Jednak nie brakuje pracodawców, którzy cenią odwagę i zaangażowanie wolontariuszy i poszukują takich cech charakteru u swoich pracowników. Zdają sobie sprawę, że doświadczenie zdobyte podczas misji humanitarnej czy promowania Maratonu Pisania Listów przyniosło korzyść nie tylko potrzebującym, ale także samym młodym ludziom, którzy włączyli się w szczytne projekty. Wolontariat to nie tylko praca na rzecz innych, ale także praca nad sobą.
Autor: MK
O możliwościach odbycia praktyk w Niemczech pisze student matematyki na UJ, który przebywa u naszych zachodnich sąsiadów na wymianie studenckiej.